Sesje RPG
Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5
  1. #1
    Super Moderator Awatar Sowistrzał
    Dołączył
    May 2017
    Postów
    28

    Domyślnie Głęboko Pod Piachem

    GŁĘBOKO POD PIACHEM




    (...) Mała, pustynna kraina Solidinu, leżąca u podnóża Everenii,
    tocząca z tym mocarstwem boje wieczne, a wyrównane.
    Półwysep ten obmywany jest z trzech innych stron wodami wszechoceanu,
    nie poddał się nigdy gwałtom, a ciągłość jego rodów królewskich
    sięga siedmiu stuleci.
    Lorandia, na czele z moim przewielebnym, godnym czci i uszanowania
    jaśnieksięciem, handluje od pokoleń z tym małym xięstwem.

    Któż zdoła pojąć sekret tego skrawka pustyni? Wszak słynie on (z tego),
    że magia dla jego mieszkańców jest tajemnicyją, a w czasie walki polegają jedynie na swych
    zakrzywionych z finezyją mieczach.
    Jak się stało, że żyjąc tak blisko, wciąż są dla reszty kontynentu nieodgadnioną zagadką?
    Sentos nikomu o tym nie objawił (...)

    Waclus Obieżyświat, kartograf królestwa Lorandii, na prośbę jaśnieksięcia Kahyr, Barlanusa.

    ***




    Ghwaat'khat, miasto umarłych, nazywane przez ludzi z Solidinu Katakumbami. Słońce, tarcza Herum, które męczyło przez cały dzień swym żarem te niegościnne strony, zachodzi teraz nad Wielkim Kanionem. Jeśli nie liczyć wędrówki tego Wielkiego, Dającego Światło, można by odnieść wrażenie, że czas stoi tu w miejscu. Wydłużające się, krwiste cienie wysokich budynków pochłaniają coraz większą część miasta. Odwieczny, powolny ruch światła i ciemności, w mieście, gdzie istnieje tylko śmierć. Nawet najcichszy szmer wiatru nie zabrzmiał w tych stronach od długich, długich lat. Dumne Dżinny zostawiają to miejsce same sobie. Podróżni z dalekich stron, lecący wysoko sęp czy sprytna żmija, każdy omija to miejsce szerokim łukiem, wiedząc, że na nikogo nie czeka tutaj nic dobrego. Na nikogo nigdy nie czekało. A to umarłe miasto stojące w środku nieprzebytej pustyni od niepamiętnych czasów stoi pogrążone w Ciszy. Tego wieczoru jednak coś naruszyło Ciszę i odwieczny cykl powolnej przemiany. Ktoś wszedł do miasta. Jakiś śmiertelnik w białych szatach. A tam, gdzie pojawiają się śmiertelnicy, odwieczne, powolne cykle przemiany mają skłonność do nabierania tempa...


    ***



    -No, dalej poczwaro! Pokaż, czy naprawdę atakujesz tak dobrze, jak mówią - Hergon klął i śmiał się z potwora, ale w środku czuł się poskręcany. Nigdy wcześniej nie walczył z takim monstrum, a teraz nie mógł już się cofnąć. Kilka dni wcześniej podpisał swoją krwią kontrakt na oczyszczenie tego małego miasta ze szkodników. Nie słyszał wcześniej o wielkich Struglakkach w tych stronach, dlatego przyjął, że przyjdzie mu się zmierzyć z wyrośniętymi szczurami, tygrysami pustynnymi, czy ostatecznie, z jakimiś bandytami. Jednak wielka, krwiożercza, pustynna dżdżownica to co innego. Hergon nie słynął jednak z wykręcania się z powierzonego mu zadania, a z zostawiania za sobą pociętych w plastry przeciwników; dlatego wyjął swoje sejmitary, ryknął z gniewem, by dodać sobie animuszu i ruszył na bestię. Piasek jest zawsze zmorą dla pieszych wojowników. Jednak nie dla Hergona. Ten wojownik miał nogi z żelaza i w równym, szybkim tempie przedzierał się do przeciwnika. Struglakk czuł się z kolei w piasku jak ryba w wodzie. Zwinął w krótkiej chwili swoje olbrzymie ciało, wzniecając tumany kurzu. Czekał. Troje czarnych oczu wwiercało się z uwagą w swoją nową zdobycz. Gdy Hergon był o dziesięć kroków od potwora, ten przypuścił atak swoimi kłami. Hergon skoczył w jamę gębową potwora, zamachnął się znad pleców sejmitarami i ciął w czubki kłów. Nagły ból przeszył gigantyczną dżdżownicę. Zadrżała, wywinęła się i zamachnęła ogonem w wojownika. Ów widział zbliżające się na przeciwko niego cielsko, które miało go wyrzucić na daleką pustynię. Naprężył się, trzymając przed sobą w prostych rękach sejmitary. Chwila, jakich wiele. Najbliższe trzy sekundy zadecydują o tym, czy będzie mógł jeszcze trochę pożyć. Jeśli nie, jakiś inny śmiałek niebawem zajmie jego miejsce, a on, szybko przez wszystkich zapomniany, będzie szkieletem przykrytym piachem gdzieś na pustyni... Stworzenie doprowadziło swój atak do końca, zdaje się, nie czując nawet bólu. Gdy kurz opadł, Struglakk wpatrywał się w nieboskłon, gdzie powinien teraz lecieć jego wróg. Niebo było jednak czyste, a na nim, oprócz kilku sępów, nie było żadnego lecącego człowieka. Nagle Struglakk poczuł, gdzie jego wróg się znajduje. Poczuł to na swoim lewym boku. Hergon biegł wzdłuż ciała poczwary, zanużając coraz głębiej w jej ciele jeden z sejmitarów. Biegł tak szybko, że zanim Struglakk przypuścił kolejny atak, wnętrzności zaczęły wypływać z jego wnętrza. Hergon zobaczył, że paszcza potwora znów się do niego zbliża. Potężne zębiska przybywały, by rozszarpać Hergona na kawałki. Potężny wojownik z ostatnim, desperackim ruchu ciął jeszcze raz w brzuch stwora, wpadając na pewien szalony pomysł. Ludność miasteczka z nadzieją wpatrywała się w walkę, która toczyła się na horyzoncie.

  2. #2
    Super Moderator Awatar Sowistrzał
    Dołączył
    May 2017
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Głęboko Pod Piachem

    Czuł na sobie ich oddech. Czuł ich czarną, cuchnącą nienawiść. Im miasto bardziej ciemniało, tym ich obecność stawała się coraz bardziej realna. Zaczęło się od szeptu:
    Zawróć grzeszniku, zawróć. Jeszcze masz czas. Możesz zachować swoje życie...
    Podróżnik jednak przedzierał się przez piach, nie zważając na zjawy, które majaczyły wśród starożytnych budowli. Czuł je, muskały go swym zimnym dotykiem po kostkach i karku. Słyszał ich jęki, ich smutne zawodzenie nad swym losem. Te mniej przyjazne cicho sączyły do jego głowy jadowite myśli, które coraz bardziej wprowadzały go w obłęd:
    Wiesz, że nie powinieneś tu być, Saliminie... Tak, powinieneś być z tymi, których zostawiłeś... Ale, skoro jesteś... Zejdź do nas... Spoczniesz z nami na nadchodzące wieki.
    Głuchy śmiech odbijał się echem w głowie starca. Niewidzialne szpony zaciskały się na jego szyi. Upadł. Przez chwilę klęczał skulony, szepcząc coś do siebie, jakby powstrzymując łzy. Spojrzał na miasto. Dopiero teraz zwrócił uwagę na budynki z piaskowca, które czas stopniowo przerabiał na pustynię. Błędnym wzrokiem wodził po murach. "Jakże to? Ach, już teraz wiem... Jestem jak te ruiny... Poprzecinany głębokimi bruzdami i grzechem, którego nie zmaże nawet śmierć. Smutne dusze, wy wiecie, już dawno z wami spocząłem". Gdy pomyślał te słowa, one je usłyszały. Szepty i zawodzenia ucichły. Uścisk ustąpił. Starzec zaczerpnął tchu i powstał z kolan. Choć już ich nie słyszał, wiedział, że one tam są. Czekają i obserwują. Nie wiedział, czy przymierzają się do ataku, czy chcą mu pomóc. Nic jednak nie było w stanie zawrócić go z wybranej ścieżki. Chwiejąc się, błądził po mieście. Wydmy, które przykrywały wiele z budynków wzbudziły w nim trwogę. Co, jeśli świątynia, której szuka, jest zasypana pod jedną z nich? Ile czasu spędzi na kopaniu? Nagle wybuchł nerwowym śmiechem. Właśnie spotkał się z duszami zmarłych potępieńców w przeklętym przez bogów mieście, a myśli o tym, skąd wziąć łopatę. W gorączce zaczął rozkopywać piasek dłońmi. Czuł się coraz gorzej. Południowe słońce przyprawiło go o zawroty głowy, ale teraz tracił poczucie rzeczywistości. Kopiąc w wydmie, starał się coś dostrzec w znikającym w ciemności mieście. Wiele by dał za łyk wody, czuł potworną suchość w ustach. Niegdyś miał wszystko, teraz nie ma nic. Nawet bukłaka. Znów zawróciło mu się w głowie. I choć nie chciał umrzeć, ta chwila właśnie nastąpiła. Upadł twarzą w piach. Mrok.

    ***

    Żyje? - dopytał ktoś z tłumu.
    Nie, chyba się udusił. – odpowiedział wysoki, chudy mężczyzna, który podszedł najbliżej – nie mógł tak długo przeżyć w środku.
    Kilka osób w łachmanach ostrożnie podeszło. Nerwowo rzucali wzorkiem to na struglakka, to na płatnego bohatera, który sterczał z ciała tej wielkiej gąsienicy, wśród jej mięsa i flaków. Chudy mężczyzna szturchnął Hergona kijem. Ten kaszlnął, wypluwając osocze potwora.
    Patrzcie, w dłoniach ciągle trzyma sejmitary. Ja nie podchodzę chudy mężczyzna zrobił krok do tyłu.
    Ludzie z zaciekawieniem przyglądali się dwóm potężnym ciałom. Truchło potwora wywoływało w ich sercach ulgę niszczenie fundamentów miasta i makabryczne ataki na karawany w końcu ustaną, przynajmniej na razie. Natomiast ciało mężczyzny zasiało w ich umysłach niepokój. Siwy, zgarbiony mężczyzna, który dotąd stał w tłumie, przecisnął się przez niego i zaczął:
    Czy wiecie, ile rada miasta zgodziła się zapłacić temu najemnikowi? Osiem złotych monet... Osiem! dla nas to, sami przecież wiecie, owoc długiej i ciężkiej pracy, a dla takiego, jak ten, to bardzo mała stawka, którą, jeśli przeżyje, z pewnością będzie chciał podbić mężczyzna wychodził z siebie przed umową nic nie wiedział o struglakku, a jeśli przeżyje, z pewnością zaszlachtuje nas jak świnie. Nie wierzcie takim jak on! Dla niego zabić to jak splunąć.
    Co proponujesz, Gaffur? Dobijamy? krzyknął ktoś z motłochu.
    A jakże, to jedyna możliwość. Złote monety przydadzą się bardziej naszemu świętemu miastu, niż temu mordercy. Ostatecznie, czy on nie jest już prawie martwy?
    Starzec patrzył po ludziach. Ich spojrzenia nie wyrażały żadnej stanowczo podjętej decyzji.
    Właśnie zawołał piskliwy głos, należący do jakiegoś podlotka z małpą na ramieniu - może zabierzemy go do medyków, a za opiekę zażądamy ośmiu złotych monet? Pieniądze wrócą do miasta, a nie będziemy musieli go zabijać.
    Co też, o czym ty mówisz! - starzec złajał chłopaka kijem i krzyknął do czarnoskórego beduina, który stał nieopodal
    Ej, ty! Masz dzidę, dźgnij go.
    Beduin stał nieruchomo. Ani myślał o dobiciu nieprzytomnego.
    Ech, do ifrytów z wami, dawaj to dziarski starzec wyszarpał dzidę z rąk nomada, podszedł i wycelował ostrze w nieprzytomnego Hergona. Podniósł broń wysoko z zamiarem wbicia jej w serce. Zawahał się. Bądź co bądź, jest stary. Może nie przebić twardych kości torsu. Zmienił pozycję. Postanowił kłuć w brzuch. Ale co, jeśli wojownik nie zginie od razu i w agonalnym, podświadomym odruchu zdoła zrobić użytek ze swojego sejmitara? Starzec zadrżał. Spojrzał jeszcze raz na ciało bestii, która jeszcze niedawno była największą zmorą miasta. Wtedy Hergon uchylił swoje podpuchnięte oko i skierował je na starego łachmaniarza. Starzec zauważył ten silny, mimo wszystko, wzrok i stracił resztki pewności siebie. Rzucił dzidę i drżąc, skulił się i błagał wojownika o przebaczenie.
    — Zabierzcie go do miasta, do wezyra, czym prędzej — rzucił do tłumu rozedrganym głosem — on jest naszym wybawcą.
    Ostatnio edytowane przez Sowistrzał ; 01-08-17 o 18:14

  3. #3
    Junior Member
    Dołączył
    May 2017
    Postów
    3

    Domyślnie Odp: Głęboko Pod Piachem

    "Mógłbyś mi wreszcie wyjaśnić, po co tu przybyliśmy?"

    Po odpowiedzi, przyjacielu. Po odpowiedzi.

    "Jakie znów odpowiedzi?"

    Zadowalające nas obu. Nie przejmuj się, z czasem wszystko stanie się dla ciebie jasne. Moje obietnice zostaną spełnione.

    Merragan westchnął ciężko, ocierając zalewający jego oczy pot i sięgnął po zwisający u jego pasa bukłak. Wyschnięte wargi przylgnęły do niemalże suchego naczynia, łapczywie spijając ostatnie, sączące się po jego ściankach krople wody. Mężczyzna zaklął pod nosem. Osłaniając oczy przed prażącym, pustynnym słońcem, rozejrzał się wokół. Piaszczyste wydmy rozciągały się na wszystkie strony, wznosząc się i opadając, przywodząc na myśl spokojne, delikatnie falujące morze...
    Suche, śmiertelnie niebezpieczne dla każdej żywej istoty, mordercze morze.
    Przezwyciężając uporczywy, pulsujący w łydkach ciężar wywołany trzecim dniem forsownego marszu, Merragan ruszył dalej. Czarne odzienie nagrzewało się w zastraszającym tempie, odkryte ramiona oraz kark, nabrawszy czerwonawej barwy, przecinanej białymi płatami złuszczającej się skóry swędziały niemiłosiernie, odzywając się piekącym bólem przy każdym, choćby najmniejszym ruchu. Zmęczenie oraz objawy przegrzania na zmianę ściskały i rozrywały czaszkę podróżnika, utrudniając myślenie, otępiając zmysły, wysysając resztki sił ze zmordowanego, wyczerpanego ciała.

    "Jak daleko jeszcze?"

    Bliżej, niż sądzisz.

    Leżące wśród błyszczących piasków pustyni, potężne truchło poczwary wychyliło się zza horyzontu, napawając Merragana radością, jakiej nie dane mu było zaznać od zbyt dawna. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę zebranych wokół, niewyraźnych, ludzkich sylwetek.

  4. #4
    Junior Member
    Dołączył
    Aug 2017
    Postów
    2

    Domyślnie Odp: Głęboko Pod Piachem

    Wróciwszy z karczmy, Ramalaan wszedł do domu. Wytężył wzrok w celu znalezienia łóżka - tego, czego teraz najbardziej potrzebował. Pijanym krokiem, powoli idąc w stronę łoża, przypadkowo zrzucił kilka butelek swoich eliksirów. Nawet się nie odwrócił, nic go nie obchodziło.

    Upadł bezwładnie na łóżko, spojrzał na swoje mieszkanie. Niegdyś jedno z najlepszych laboratoriów w stolicy, dzisiaj kompletna ruina. Zakurzone butelki, pełne zapomnianych przez niego już eliksirów. Wiele przyrządów, o których nawet nie pamięta, ani jak je obsłużyć. Odwrócił się w stronę ściany, gdzie zobaczył szable.

    -To już dwa lata…

    ***

    2 lata wcześniej, Oaza Akhran, 3 dni drogi od stolicy.

    Wszyscy byli już gotowi. Ostatnią rzeczą, jaka dzieliła żołnierzy Solidinu od pójścia do szturmu, był rozkaz generała. Ramalaan spojrzał na swojego brata z niepewnością. Mimo że jest tylko medykiem, walczył w jednym z pierwszych szeregów - po chwili przypomniał sobie dlaczego.

    Przysiągł chronić swojego brata. To nie jego wina, że Samir chciał wstąpić do wojska. Ramalaan wiele razy mu to odradzał, ale bezskutecznie. Ramalaanowi nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo. Mimo braku specjalnych bojowych umiejętności, nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Trening uczynił z Ramalaana porządnego wojownika. Samir był jeszcze za młody, by zrozumieć, co to znaczy prawdziwa wojna. Głupi, nastoletni umysł pchał do rzeczy, o których w ogóle nie powinien myśleć. Od młodości Samir szukał kłopotów, i to go zwodziło.

    Ramalaan spojrzał w dal. Armia wroga również czekała na znak. Armia nieumarłych…

    Pełne zastępy nieumarłych w każdej formie były opanowane przez Desarinowskich nekromantów. Mimo, że w swojej leczniczej karierze Ramalaan widział różne rzeczy, to i tak był przerażony. Wciąż powtarzał w myślach - to chodzące szkielety, to magia - a to go demotywowało. Nieprzychylność losu do jego działań połączone ze znikomym szczęściem i problemami od młodości powodowały strach przed tym, co nieznane.

    Róg zabrzmiał, wojownicy wyśpiewali jedną ze swoich ulubionych pieśni i ruszyli - Ramalaan ze swoim bratem równieź.

    Walka - jedna z największych obaw Ramalaana. Trudno mu było walczyć. Mimo swojego wyszkolenia bał się, bo wiedział że teoria a praktyka to dwie różne rzeczy. Nie pomagał fakt tego, że brat był obok oraz przysięgi, że musi tu być. Postanowił, że będzie jak najbliżej Samira, w końcu to on ma przeżyć, Ramalaan jest tu tylko pionkiem. On tylko złożył przysięgę, która musi dotrzymać do swoich ostatnich dni.

    Samir zablokował tarczą cios umarlaka, w tym samym czasie Ramalaan również wyprowadził cios - bezskutecznie, ostrze szabli przejechało po śliskiej kości, nie robiąc żadnego wrażenia na umarlaku, który szarżował dalej. Kiedy Samir dalej borykał się z atakującym go szkieletem, jego starszy brat postanowił po prostu z całej siły kopnąć w klatkę piersiową szkieleta. On upadł, a wtedy Ramalaan skoczył na niego i zaczał po nim skakać, kości zaczęły się łamać aż w końcu stwór zakończył swój sztuczny żywot. Ramalaan był coraz bardziej obłąkany, jego brat ryzykował coraz bardziej, biegł tam, gdzie jest najniebezpieczniej, a on musiał to robić razem z nim, ale to już nie chodziło o niego.

    Spojrzawszy w dal, Ramalaan zauważył kolejną fale szkieletów, idących w ich stronę. Samir nawet się nie zastanowił, tylko pobiegł. Strzała ugodziła go w brzuch.

    Oczy Ramalanaa pochłonął szał i strach jednocześnie - musiał go uratować. Zauważył, że w stronę hordy nieumarłych biegną żołnierze Solidinu, wykorzystał moment i podbiegł, podniósł swojego brata i zaczął z nim uciekać, mimo obciążenia jakim był młody chłopak. Nie interesowało go to co się w okół dzieje, interesował go tylko brat.

    Zaniósł go do małej oazy z daleka od walk, ponieważ nikła była szansa, że ktoś go tam zauważy. Zaczął używać swoich medykamentów, mikstur oraz magii. Rana była bardzo głęboka, krew lała się strumieniami, nie było jak jej zatamować. Samir dyszał z bólu i strachu przed śmiercią. Jego brat wiedział, że to już koniec. Ostatnimi swoimi siłami próbował, ale bezskutecznie. Samir odszedł. Ramalaan się rozpłakał, po czym nagle zemdlał, osuwając się na ciało brata.

    Pomieszczenie było praktyczne czarne, pochodnie oświetlały tylko ołtarz. Ramalaan ujrzał czarną postać, która zbliżała się w jego kierunku. Nagle zaczęła mówić:

    -Ramalaanie, wysłuchaj mnie. Teraz zostałeś tylko ty, sam ze sobą. Bez oparcia w nikim ani oparcia w niczym będziesz musiał stanąć do walki z naszym wrogiem. To jeszcze nie koniec…

    Szybko wstał, momentalnie wytrzeźwiał, spojrzał jeszcze raz na szablę, po czym zastanowił się - Czy jeszcze jest szansa? Czy jeszcze może zrobić to, co mu się wcześniej nie udało, czy może naprawić swoje czyny? Odsunął jedną z szafek, podnosząc kurz, przez co zaczął kichać. Za szafką schowane były małe drzwiczki. Włożył rękę do kieszeni i poszukał swojego pęku kluczy. Wybrał jeden i otworzył nim drzwiczki, po czym wyjął jedną z książek. Zamknął schowek, zasłonił go szafką. Upewnił się, że drzwi są zamknięte, zasunął okna, po czym usiadł przy stole. Zapalił świeczkę, po czym spojrzał na starą księgę.

    Na okładce znajdywał się napis: Teoria Magii, część pierwsza, spisana przez Shaakira Hamdana, Królewskiego maga w roku 513. Otworzył ją na pierwszej stronie i zaczął czytać.

  5. #5
    Super Moderator Awatar Sowistrzał
    Dołączył
    May 2017
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Głęboko Pod Piachem



    Wspaniali bracia,
    To, co tu spisane, niemądrym oczom nie będzie służyć,
    Nie będzie też służyć tym,
    Którzy mądrość mając, za nic mają zasady,
    Na takich spadnie zguba.

    Drogi uczniu,
    Czy zrozumiałeś teorię trzech trójkątów?
    Czy nie jest ci już obca wiedza o labiryncie?
    Czy to twoja ciekawość doprowadziła cię aż tutaj?
    Miej się na baczności.

    Władcy piasku,
    Za nic mający czas i przestrzeń,
    Przystanęli, spoglądając z góry,
    Łaskawie nie zabijając,
    Myśląc, jak nas ukarać.

    Człowiek siły,
    Który wie, jak odróżnić dobro od zła,
    Który wie, jaki jest jego cel,
    Który wie, dokąd podążać,
    Taki się nie podda.

    Teoria magii,
    Która prostotą ujmowała adeptów,
    Użytecznością służyła mieszkańcom miast,
    Wszechstronnością napawała serca poddanych,
    Zostanie zmieniona.

    Bestie północy,
    Atakujące w południe,
    Atakujące w pędzącym podmuchu powietrza,
    Atakujące w ryku lwa,
    One cię rozszarpią.

    Twe oczy,
    Niechaj wystawią cię na próbę,
    Dostrzeż to, co niewidoczne,
    Pomiędzy Vegris a Herum,
    Nie podążaj ścieżkami, którymi chodzą,
    By dojść tam, gdzie one idą.
    Ostatnio edytowane przez Sowistrzał ; 26-08-17 o 14:51

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •